czwartek, 27 lutego 2014

Czego boja sie "prawdziwi" Paryzanie ??? – czesc druga


4. Juz kiedys pisalam, ze Paryzaninem nie koniecznie trzeba sie urodzic. Mozna sie nim stac, pracujac nad soba, swoim wygladem czy zachowaniem. Wiekszosc Paryzan, to jednak osoby przyjezdne, z innych miast lub nawet Panstw, tak jak ja, ktore po prostu zadomowily sie tu na stale, i daly wciagnac w tutejszy wir zycia. Ci wszyscy ludzie, maja jednak swoje rodziny i przyjaciol, ktorzy czesto przyjezdzaja z wizyta. W koncu Paryz to jedno z najbardziej turystycznych miejsc na swiecie. Miasto kochane i uwielbiane przez tlumy ! Tak wiec co sie dzieje, gdy rodzinka i znajomi z « prowincji » wpadaja w odwiedziny. Oczekuja, ze Paryzanin, zamieni sie w ich prywatnego przewodnika, oprowadzi ich po miescie, pokaze ciekawe miejsca. I w sumie nic nie byloby strasznego w takim wspolnym spedzeniu czasu, gdyby nie fakt ze….. Ile razy mozna jechac pod Wieze Eiffela, Notre Dame czy Luk Triumfalny !!! Pod kazdym z tych popularnych zabytkow, tlacza sie miedzynarodowi turysci, panuje scisk, zgielki i halas, jeszcze wiekszy niz na ulicy. Tak wiec « Non merci ! » mowia uprzejmie Paryzanie do swoich bliskich. Ja bardzo chetnie obejrze Oranzerie, najnowsza wystawe w Pinacothèque czy tymczasowa wystawe w Hotelu de Ville, ale blagam nie meczcie nas ciaglymi wycieczkami w te same miejsca ! Przeciez jako mieszkancy Krakowa czy Warszawy, tez nie mielibyscie ochoty piec razy do roku zwiedzac Wawel czy Muzeum Powstania !!!!

5. Paryzanie nie lubia tlumow, moze bierze sie to z faktu, ze niestety od rana do wieczora zyja w pelnym scisku, ciasno w metrze, ciasno w autobusie, ciasno w sklepach. Najwiekszy tlok robia oczywiscie turysci, tak bardzo uwielbiani i jednoczesnie znienawidzeni przyjezdni. Czesto zatrzymuja sie na srodku ulicy z rozlozona mapa, rozgladajac sie na wszystkie strony, oblegaja galerie handlowe, lub blokuja ruchome schody w metrze, stajac po niewlasciwej stronie. Paryzanina to bardzo denerwuje, gdyz jemu sie spieszy, on tu mieszka i nie ma czasu na obiad w restauracji, a turysta absorbuje kelnera, kazac mu tlumaczyc kazda pozycje w menu. Paryzanie rowniez  nie lubia przebywac w okresie soldow i weekendow przed Swiatecznych w okolicach Galeries Lafayette czy Prientemps, poniewaz te dwa popularne domy handlowe, staja sie glownym celem turystow zagranicznych i tych z prowincji, ktorzy przyjechali na zakupy specjalnie do stolicy. Ale najgorsze chyba co moze przydazyc sie Paryzaninowi, to przypadkowe spotkanie sie z uliczna manifestacja. Jesli jest on samochodem, to niestety moze sie spodziewac wielogodzinnego korka, ktory opanowal cale miasto. Jesli jest na nogach, to uda mu sie uciec z tego rozkrzyczanego tlumu, jednak zdazy sie juz nabawic traumy, ktora pozostanie w nim do konca dnia. Bo przeciez Paryzanina nie interesuje to czy krowy w Normandii mozna karmic soja czy kukurydza, wiec po cholere Ci rolnicy blokuja miasto, machaja flagami i nawoluja do bojkotu rzadu….

 
zrodlo internet


6. Jednak najgorsze ze wszystkiego jest……. Natychmiastowa chec zrobienia siusiu, gdy w poblizu nie znajduje sie zadna restauracja czy otwarty pub. Wtedy biedny Paryzanin, musi zacisnac zeby i albo poczekac powrotu do pracy/domu, albo….. skorzystac z toalet publicznych. Po pierwsze nigdy nie wiesz co w nich znajdziesz (strzykawki, butelki, nieczystosci) po drugie nie wiadomo kogo tam zastaniesz, gdyz drzwi nie zawsze dzialaja, i wchodzac do takiej toalety mozesz sie natknac na klienta z prostytutka, narkomanow, lub jesli masz szczescie to tylko bezdomnych zebrakow. Tak wiec problem wlasnych potrzeb, jest bardzo powazny dla Paryzan. No coz, zawsze pozostaje stanac pod drzewem (panowie) czy ukucnac miedzy zaparkowanymi samochodami (panie) ale jest to ryzykowna opcja, gdyz w miescie jest bardzo duzo przechodnow i strazy miejskiej J


zrodlo internet


Oczywiscie moglabym sie tak rozpisywac w nieskonczonosc, gdyz Paryzanie maja duzo wiecej obaw, moga to byc powazne problemy takie jak pick pokeciw metro (wiekszosci Cyganscy imigranci), les racailles des banlieues (czyli lobuzy z przedmiesc), lecz rowniez golebie latajace po Gare du Nord, czy nocne zamkniecie metra i problem zlapania taksowki. Chyba jednak wszyscy mieszkancy duzych miast maja swoje strachy i obawy !

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię te posty obyczajowe o życiu Paryżan (Francuzów ogólnie :D )!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy 15 lat temu po raz pierwszy raz pojechałam do Paryza , wszysko co zobaczyłam powaliło mnie na kolana. Dziś po latach, gdy jestem w Paryżu 2-3 razy w roku, większość rzeczy wydaje mi sie już codziennością i normalnością, aczkolwiek są jeszcze sytuacje, które mnie zadziwiaja .Np. mijające mnie niekiedy osoby, które pytaja "ni z gruszki ni z pietruszki" :
    Ça va bien ?, albo zwykłe, Ça va ? Tego nie uświadczy się w Polsce. Ja też lubię twoje posty o Francuzach i ich codziennym życiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Czuje sie juz paryzanka bo tez nie lubie pietnasty raz jezdzic pod te same zabytki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi sie ten zwyczaj w Paryżu, ze wszyscy staja na ruchomych schodach po prawej stronie.W Polsce niestety często nie można się przecisnąć jak sie komus śpieszy, bo wszyscy ustawiaią sie w tzw. cały świat i blokuja przejscie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio podobno nasilil sie problem les Tziganes w Paryzu. Mlode osoby, ktore do Luwru wchodza za darmo, najczesciej tam staja sie zagrozeniem dla zafascynowanych dzielami turystow.

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie te ich obawy są uzasadnione. W sumie współczuję im i cieszę się że nie mieszkam w turystycznym mieście :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. A tak przywołując wątek turystów proszących o tłumaczenie każdej pozycji w menu, myślę, że francuzi zaoszczędzili by sobie (i turystom) wiele stres, czasu i kłopotu tłumacząc to nieszczęsne menu przynajmniej na język angielski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Menu po angielsku? Ależ to niefrancuskie!

      Usuń