Samochod podjechal pod moj dom, punktualnie o 8 rano. Jako jedyna z kandydatek, nie zdecydowalam sie na spanie w hotelu, poniewaz mieszkam bliziutko Paryza. Pomimo bardzo dlugich dni zdjeciowych preferowalam wracac do domu na noc, chcialam choc na chwilke ujzec spiaca Lilianke.
Po prawie godzinnej jezdzie, w tragicznych paryskich korkach, dotarlismy wraz z kierowca Wali na miejsce, gdzie mialy rozpoczac sie zdjecia. Jak wielka byla moja radosc, gdy okazalo sie ze moj shopping, odbedzie sie w jednej z moich ulubionych dzielnic Paryza XVII. Bardzo dobrze orientuje sie w tej okolicy, znam tu wiele pubow i restauracji, i wiem ze znajduja sie tu swietne butiki odziezowe. Hura!!!
Pierwszy sklep, i pierwsze przymiarki. Bardzo mila ekspedientka prezentuje mi ubrania firmy Vero Moda, z usmiechem na twarzy pomaga mi dobrac stroj.Nie jest latwo, gdyz w glowie, juz od kilku dni mam pomysl na moja "kreacje", a poniewaz jestem uparta jak osiol, to nie chce zmienic planow.... Pierwsze przymiarki sa calkiem niezle, to jednak nie to.... Jest niezle, ale nie idealnie....
Drugi sklep z ciuchami znajduje sie kilkaset metrow dalej, Eleven Paris, to bardzo popularna, paryska firma odziezaowa, ktora rowniez bardzo lubie. Zaslyneli oni z tshirtow z nadrukiem celebrytow i dorysowanymi wasami, ktore sa hitem juz od dwoch sezonow (Lilka i ja tez takie mamy) Maja naprawde swietne stroje, lecz elegancja, szyk, i uwodzenie nie sa ich mocna strona. Przymierzam wiec w biegu sukienke, w ktorej wygladam jak wyjeta z filmu Star Wars, i spodniczke ze sweterkiem, dzieki ktorym przypominam rosyjska laleczke :) Calkowita porazka modowa i stylistyczna... Coz kazdy ma prawo sie pomylic..
Trzeci sklep to "second hand" z luksusowymi produktami prestizowych domow mody, przegladam w biegu kilka kreacj, ale niestety to nie ten budzet.... Na witrynie kuszace torebki, Louis Vuitton, Hermes, Chloe... No coz, tematem jest "uwodzicielska w skorze" a nie "uwodzicielska skorzana torebka od kreatora" Po za tym z budzetem 450 euro, to w tym sklepie moglam ewentualnie, zafundowac sobie pasek do spodni :)
Do czwartego butiku, wpadam jak burza, to juz przedostatni sklep, wiec trzeba sie na prawde wysilic i skoncentrowac..... Wlascicielka, przemila kobieta, szybko pokazuje mi sukienki, ktore moga pasowac do mojej "wizji". Zamykam sie w przebieralni i po chwili wychodze w czarnej, dopasowanej sukience. Nareszcie! Cos co przypomina moj wymazony stroj! Sukienka jest z ekologicznej skory i dzianiny, jest dopasowana, ma piekny dekold na plecach, i pomimo ze jest troszeczke za krotka, to ogolnie prezentuje sie niezle. Jest kasyczna, ponadczasowa, a jednoczesnie modna i trendy. Czyli wszystko co lubie. Producentka, naciska, abym przymiezyla dla porownania jeszcze inna sukienke, lecz ja, w mojej glowie, juz dokonalam wyboru. Po uregulowaniu rachunku, wychodze ze sklepu baaaardzo zadowolona z siebie.... I z cala ekipa idziemy na lunch!
| To wlasnie dzieki dzieki nim tak dobrze wygladam na szklanym ekranie. Moi wspaniali operatorzy! |
Po przerwie obiadowej, nadchodzi pora na buty. Tak wiec idziemy do pierwszego sklepu, w ktorym znajduje sie skorzane obuwie, dobrej klasy. Maja naprawde swietna kolekcje, ale niestety nie pasuje ona absolutnie do narzuconego nam tematu. Opuszczam wiec sklep, bardzo niezadowolona, i udaje sie do kolejnego butiku. Po okolo 10 minutach marszu, zaczynam sie denerwowac, ze czas ucieka, a sklepu nadal nie widac na horyzoncie... Sprintem ruszam przed siebie. Zatrzymuje sie dopiero, slyszac krzyki producentki. O zgrozo, jestem na samym srodku Avenue de Clichy.... Wbiegam do butiku i ..... dostaje prawie ataku serca..... Odurzajacy zapach plastiku i kleju, "powala" mnie na kolana. Robi mi sie slabo, gdy szybkim spojrzeniem ogladam wystawiona kolekcje. Coz, gdyby tematyka tego tygodnia bylo "jak poderwac na placu Pigalle w stroju prostytutki" to na pewno, znalazlabym cos odpowiedniego :) Przymierzam dwie pary butow. Pierwsze sa plastikowe, lakierowane, i ledwo w nich chodze. Drugie sa rowniez plastikowe, fatalnie wyprofilowane, i wogole nie moge w nich chodzic :) Decyduje sie na pierwsza, mniej dramatyczna opcje....
Do sklepu z bizuteria, dobiegam tak zadyszana, ze nie moge mowic. Nareszcie cos z klasa, dobrej jakosci i w dobrym stylu. Decyduje sie na dwie dyskretne, pozlacane bransoletki, oraz naszyjnik, zrobiony specjalnie dla mnie. Nareszcie jestem zadowolona....
Gdy wpadam do salonu fryzjerskiego, na stoperze pozostaje mi tylko 17 minut, a wygladam jak prawdziwe straszydlo, mokre od deszczu i potargane od wiatru wlosy, oraz nieistniejacy makijaz. No coz, fryzjerka informuje mnie, ze albo wlosy, albo make up... Tak wiec pokazuje jej zdjecie Victori Beckham z okladki Vogua, z moja idealna fryzura, a sama zaczynam sie malowac przed lustrem. Fryzjerka staje na wysokosci zadania, i tworzy mi na glowie w 10 minut prawdziwe cudenko. Ja koncze moje smokey eyes, i niemal wpadam w samozachwyt. Nie dlatego ze wygladam jakos wybitnie, tylko dlatego ze na 4 minuty przed koncem czasu, mam kompletny stroj, fryzure i makijaz!
W samochodzie w drodze powrotnej, przeprowadzaja ze mna wywiad na temat mojego dnia i moich zakupow. Przyznaje sie, ze jestem zadowolona z sukienki, ale buty i torabka, to prawdziwa porazka... Nie pozostaje mi nic innego, niz przybrac dobra mine do zlej gry przed innymi kandydatkami. Jako byla modelka, powinnam sobie jakos z tym poradzic, przez lata prezentowalam przeciez stroje, ktore nie zawsze byly w moim guscie, a w ktorych musialam wygladac wystrzalowo. Tak wiec podstawa to dobra gra ;)
I wlasnie z takim przekonaniem, wychodze na wybieg, prezentujac swoja stylizacje przed pozostalymi kandydatkami.....
Przyznam sie szczerze, ze mialam niezlego stracha, bo po raz pierwszy mialam byc oceniana za moja stylizacje, i za moj gust.... Nie bylo zle, ale nie bylo rowniez rozowo :)
Kandydatki stwierdzily, ze jestem jak najbardziej uwodzicielska, ale nie w skorze. Uznaly rowniez, ze sukienka jest za krotka i przez to zbyt seksowna, a nawet odrobine wulgarna. Zarzucily mi rowniez, ze sama wykonalam makijaz, a nie poprosilam o to profesjonalisty. Przyznam sie szczerze, ze preferuje sie sama malowac, i nawety na moj slub umalowalam sie sama, gdyz Ci "pseudo" profesjonalisci, czasami potrafia zrobic niezle maski na twarzy :) Nie podobalo im sie rowniez, ze bylam ubrana cala na czarno, i ze moj stroj byl taki jak cala moja szafa - klasyczny. Ogolnie, oczekiwaly, ze je zaskocze, a ich nie zaskoczylam :)
Tak wiec dostalam 6 od trzech konkurentek, i 8 od jednej.
Czy jestem zaskoczona lub rozczarowana? Nie, nie jestem absolutnie, mnie sie moja stylizacja podoba, pozostalam wierna sobie i swojemu stylowi, ktory moze jest troche klasyczny w niektorych przypadkach, ale rowniez kobiecy i elegancki. Jutro final, i ocena Cristiny Corduli, glownej jurorki. Mam nadzieje, ze moja kreacja, bardziej przypadla jej do gustu niz moim konkurentka. Podczas programu wygladala na zadowolona z mojego ubioru, i zwrocila uwage na dobra fryzure i makijaz.
| Geraldine, najlepsza asystentka na swiecie, ktora dbala o nas przez caly tydzien! |
Kandydatki, i niektorzy internauci, stwierdzili, ze jako bylej modelce jest mi latwiej niz innym uczestniczka. Prawda jest, ze znam swoje atuty i zalety, doskonale wiem jak ukrywac wady, a jest to bardzo wazne. Jednak producent programu, aby dodac troche pikanteri odcinkowi, naprawde utrudnil mi zadanie. Sklepy ktore byly wybrane na moje zakupy, byly tragiczne, jakosc akcesoriow pozostawiala wiele do zyczenia, a dystanse miedzy butikami byly po prostu gigantyczne!!! Mimo to bawilam sie swietnie, a przeciez to wlasnie o to chodzi w tym wszystkim. O dobra zabawe, o mile wspomnienia, o odrobinke adrenaliny i wielka dawke pozytywnych emocji. Misja spelniona, gdyz przy kreceniu programu odnalazlam to wszystko!
PS Gdy wrocilam do domu, Martin powiedzial ze jestem bardzo uwodzicielska, a to przeciez moj najwazniejszy juror!!!
A tu znajdzieci caly odcinek:http://www.6play.fr/m6/tous-les-programmes#/m6/les-reines-du-shopping/11348698-seduisante-en-cuir-journee-4