Tyle radości i podekscytowania w związku z wyjazdem, który trwał raptem cztery dni. Jak zwykle opuszczalam moje rodzinne miasto pełna smutku, żalu i tęsknoty za kolejnym przyjazdem do Polski. Gdybym miała zamieszkać w Łodzi na stałe, byłby to dla mnie prawdopodobnie spory problem, ale kilkudniowe wizyty są jednak za krótkie abym mogła w pełni nacieszyć się moim miastem, rodzina i przyjaciółmi...
W styczniu minęło już trzynaście lat, od mojego wyjazdu z kraju. Trzynaście lat pobytu w Paryżu, wsród Francuzow, ich kultury i ich obyczajów. Tutejsze reakcje i zachowania wydają mi się oczywiste i naturalne, ale jak jednak okazuje się podczas każdego mojego wyjazdu do Polski - nie dla Polaków. Pomimo wielu wspólnych cech łączących oba narody, podobnych sposobów bycia lub reagowania na pewne sytuacje, wiele różnic dzieli obywateli Polski i Francji. Rzeczy, które uważam za całkowicie normalne, według moich ostatnich obserwacji w Polsce, lub przynajmniej w Łodzi, do takich nie należą.
W sobotni wieczór udalam się na kolacje z moja wieloletnia kumpela Marzena, rownież mieszkanka Łodzi, która tak jak ja, kilkanaście lat temu jeździła po świecie jako modelka. Marzena postanowiła zmienić nasze upodobania, i tym razem zamiast do Manufaktury, udalysmy się na bardzo trendy OFF Piotrkowska. To niesamowite miejsce, znajduje się w samym centrum miasta, w okolicach ulicy Piotrkowskiej. Stare fabryki zostały zamienione w hipsterowskie restauracje i puby. Nawet francuska Marie Claire poświęciła OFF Piotrkowskiej całe osiem stron w kwietniowym wydaniu. Gdy dotarliśmy na miejsce pozostał wybór lokalu, a ponieważ nie dokonaliśmy wcześniejszej rezerwacji, mialysmy problem ze znalezieniem stolika. I tu właśnie zaczynaja się różnice kulturowe miedzy oba państwami. Wchodząc do kilku knajpek, nie wzbudzilysmy niczyjego zainteresowania. Kelnerki biegaly miedzy stolikami lub po prostu dyskutowaly przy barze z reszta personelu. Moja kumpela wzięła więc sprawy w swoje ręce i zaczęła się rozglądać za stolikiem. Po chwili znalazła wolne miejsca i wygodnie się usadowilysmy. Coś takiego byłoby absolutnie niemożliwe w Paryżu, gdzie natychmiast po Twoim wejściu do lokalu, pojawia się przy tobie kelner i proponuje Ci stolik (jesli jest jakis wolny !), jednocześnie podając kartę. Nie ma mozliwosci "szwedania sie" samemu po lokalu w poszukiwaniu miejsca. Gdy po konsumpcji kolacji, udalysmy się na dalsza wyprawę po Pietrynie, stwierdziliśmy ze jakiś kolorowy drink dobrze nam zrobi. Udalysmy się więc do bardzo znanego Irish Pubu, gdzie ponad połowa klientów to obcokrajowcy. I tu sytuacja wyglądała dokładnie tak samo. Gdy po zawzietym poszukiwaniu wolnego miejsca, nic nie znalazlysmy, stwierdziłam ze jednak kelner powinien coś z tym zrobić. Po wyrażeniu swojej opini i dezaprobaty na temat "ciągłego olewania klientów" udało nam się jednak dostać stolik ;) Po złożeniu zamówienia, moja kumpela postanowiła jednak zatrzymać kartę na stoliku. Gdy zapytałam ja, co zamierza zrobić z menu, odpowiedziała mi ze może będzie miała ochotę coś jeszcze odmówić. Zaczęłam się śmiać, gdyż zauważyłam ze wielu moich polskich przyjaciół, moi rodzice, i rownież ich znajomi tak robią. Tutaj kelner po złożeniu zamówienia, natychmiast zabierze Ci kartę. Jednak po skończonym posiłku poda Ci ja ponownie proponując deser, ewentualnie kawę.... W Łodzi nikt nas się o to nie zapytał, więc zapomnialam zjeść słodki przysmak na koniec kolacji.
Kolejna różnica w spożywaniu posiłków miedzy Polska a Francja jest po prostu ich dzienny rozkład!!! W Polsce jemy co chcemy i o której chcemy. We Francji pory posiłków są szczegółowo wyznaczone. Obiad miedzy 12 a 14, kolacja po 19, a dla dzieci podwieczirek około 16.30. Francuzi w przeciwieństwie do Polaków nie podjadaja. W Polsce wydaje mi się, ze jest to sport narodowy. Bez względu na godzinę i porę dnia, w restauracjach widac ludzi konsumujacych obiad lub kolacje, a moze obiado-kolacje w jednym? Czestym widokiem i to o calkowicie zskakujacych porach, sa male dzieciaki konsumujace lody, gofry czy paczki.Gdy wybieram sie z bliskimi do jakis trendy miejsc, za kazdym razem przepraszaja mnie, mowiac ze w danym lokalu podaja bardzo male porcje. Jesli idziemy do bardziej "tradycyjnych" miejsc, dania serwowane sa zdecydowanie wieksze. I tu kolejna roznica, to co Wam wydaje sie mala porcja, dla Francuzow jest standardowym daniem. Ilosci serwowanego we Francji jedzenia sa zdecydowanie mniejsze. Dzieki czemu, zamiast zjesc tylko glowne danie, mamy miejsce rowniez na deser. Do posilku Francuzi pija wode lub wino, w przeciwienstwie do Polakow lubujacych sie w sokach i napojach gazowanych. Jednak to wlasnie w lodzkich lokalach, zostalam milo przyjeta z mala Lilianka. W Paryzu rodzice z dziecmi nie sa niestety chetnie goszczeni. Toalety nie sa przygotowane dla malych klientow, i nie posiadaja przewijakow. Kelnerzy nie pozwalaja wprowadzac wozkow, i krzywo sie na nas patrza.Paryskie restauracje nie sa dla dzieci, w przeciwienstwie do polskich.
Zwrocilam rowniez uwage iz Francuzi zdecydowanie czesciej mowia sobie Dzien Dobry, Dowidzenia czy Milego dnia, w przeciwienstwie do Polakow, ktorzy nie naduzywaja tych slow. Czasami odprowadzajac Lilianke do zlobka, powiem przynajmniej pietnascie razy Dzien Dobry i Dowidzenia, roznym osoba spotkanym po drodze. Wszyscy rodzice, nauczycielki i personel witaja sie usmiechem i magicznym slowem Bonjour. Podchodzac do kasjerki w supermarkecie, rowniez przywita sie z nami, a po dokonaniu oplaty bedzie nam zyczyla milego popoludnia. Francuzi uwazaja, ze wszelkiego rodzaju zwroty grzecznosciowe sa niezwykle wazne i potrzebne, a dzieki temu stawiaja rozmowcow na rownym poziomie. Mowiac Dzien Dobry do ekspedientki w sklepie zanim zapytamy sie jej o wlasciwy rozmiar sukienki, traktujemy ja z naleznym szacunkiem. Tak wiec pamietajcie, aby byc dobrze obsluzonym we Francji, lub aby otrzymac odpowiednie wskazowki jak dotrzec na Wieze, nalezy zawsze zaczac od Bonjour!!!
Kilkanasie lat temu, mieszkancow Polski i Francji, roznil rowniez bardzo styl i sposob ubierania. Dzis te roznice nie sa juz tak oczywiste i latw dostrzegalne, kbiety w obu krajach nosza sie modnie, i sledza najnowsze trendy. Uwazam nawet ze Polki sa zdecydowanie badziej sexy od Francuzek, ktore nie chetnie zakladaja szpilki czy krotkie spodnice. Uwazam jednak, ze nasi polscy faceci sa mniej odwazni niz Francuzi, jesli dotyczy to eksperymentowania z moda. Polacy obawiaja sie nadal jasnych i pastelowych kolorow, waskich spodni czy obislych koszul. Francuzi sa zdecydowanie bardzie metroseksualni, i nie obawiaja sie pokazac swojej "kobicej strony". No coz, moze po prostu tutejsze kobiety, preferuja wlasnie takich facetow :).......