Gdy na początku roku, po styczniowych atakach terrorystycznych ,
zabrałam głos w tamtej sprawie, publikując na moim blogu dwa posty, o tematyce
społeczno – politycznej, spotkałam się z natychmiastową reakcją czytelników.
Większość z Was, podzielała moje opinie i poglądy, zapewne dlatego również
jesteście moimi czytelnikami. Jednak na moje konto emailowe, dostałam mniej
miłe wiadomości. Przez niektórych, zostałam nazwana „lewactwem” o „lewackich”
poglądach, mieszkającą w „lewackim” państwie, cokolwiek oznacza słowo „lewactwo”
Moje liberalne stanowisko, oraz częsta chęć dzielenie się nim na blogu, zostały
ostro skrytykowane. Moje "diabelskie opinie i niechlubne walory", zostały mi „wyplute”
w twarz. Jakoś nieszczególnie uderzyło to w moje uczucia, a już na pewno nie
zmieniło mojej opinii i poglądów. Niektórzy anonimowi komentatorzy, w swoich wypowiedziach,
w pewien sposób tłumaczyli, styczniowych zamachowców. Przecież Ci pseudo
artyści, dziennikarze, bezcześcili i upokorzyli wizerunek Boga, religii, czy pewnych
wartości. A zakładnicy w supermarkecie? No cóż, wytłumaczeniem była nienawiść
religijna, wycelowana w kierunku europejskich Żydów. A służby porządkowe? No
przecież, to policja, do policji strzelają nawet włamywacze. Tak, więc Polak
potrafi. Polak potrafi znaleźć wytłumaczenie, nawet dla zamachów
terrorystycznych. Przecież Francuzi doprowadzili do tego, przyjmując na swoją
ziemie, na swoje terytorium, pod swój dach, tylu imigrantów. A teraz niech
ponoszą ciężkie konsekwencje, swojej dawnej polityki kolonizacyjno –
imigracyjnej.
Zdjęcia z Placu Republiki, gdzie Francuzi oddają cześć, palą świeczki, i przynoszą kwiaty dla ofiar piątkowego ataku terrorystycznego
Gilles Leclerc, przyszdł na koncert ze swoją dziewczyną Marianne. Był młodym 32 letnim, brodatym mężczyzą,
typowym paryskim hipsterem. Posiadał swoją kwiaciarnię. Marianne przeżyła, on
nie.
Djamila Houd, to żona właściciela restauracji, na której tarasie odbyła się
strzelanina. Djamila zmarła w wyniku poważnych obrażeń, spowodowanych kulami
kałasznikowa, tak jak wielu klientów jej restauracji. Miała 41 lat, w chwili
śmierci. Jej ośmioletnia córka, dziękuje Bogu, że przeżył jej tata.
Charlotte Maud lat 30 i Emilie Maud również lat 30, to siostry bliźniaczki,
które w piątkowy wieczór, spędzały w towarzystwie przyjaciół, na tarasie
restauracji La Carillon. Obie zmarły.
Ludovic Boumbas, to 40 letni inżynier, pochodzący z Kongo, lecz od wielu
lat mieszkający w Paryżu. W piątkowy wieczór, zginął na miejscu, zasłaniając
swoim ciałem, młodą kobietę, siedzącą przy stoliku obok. Ludowik zmarł oddając
swoje życie, za inną, obcą mu osobę.
Lola Ozounian, paryżanka, Francuska, armeńskiego pochodzenia. Na piątkowy
koncert wybrała się z przyjaciółmi. Była ostatnią ofiarą zidentyfikowaną po
masakrze w Sali koncertowej. Miała 17 lat.
Mathias Dymarski miał 22 lata, jego dziewczyna Marie Lausch, miała lat 23.
Mathias był fanem BMX, startował w międzynarodowych konkursach. Z Marie stanowili
szczęśliwą parę od pięciu lat. Od września, zamieszkali wspólnie w Paryżu. Ich
idylla trwała tylko dwa i pół miesiąca.
Anna i Marion Pétard, lat 27 i 24, jak w każdy piątkowy wieczór, udały się
wspólnie, po jedzenie na wynos do pobliskiej kambodżańskiej knajpki. Nie
wróciły do domu, tego wieczoru.
Minął tydzień, od największego ataku terrorystycznego, jaki kiedykolwiek
miał miejsce we Francji. Ponad 300 rannych, i aż 129 osób zabitych, to wynik
piątkowej masakry, która miała miejsce w Paryżu.
Zdjęcia z miejsca dwóch strzelanin, Restauracji z azjatyckim jedzeniem Petite Camboge i restauracji Le Carillon
Nazywali się Vincent, Céderic,
Pierre, Elodie, Cécile i Anne. Ale nazywali się również Juan, Mohamed,
Kheireddine, Elif, Haalima i Hodda. Mieli włosy brązowe, blond, farbowane,
proste, kręcone, długie i postawione na żel. Nosili spodnie dresowe, koszule w
kwiaty, garnitury z krawatem i podarte jeansy, wysokie szpilki, krótkie
spódnice, i skórzane kurtki. Byli ateistami, muzułmanami, chrześcijanami,
paryżanami, Europejczykami, kobietami i mężczyznami. Byli obywatelami Francji, obywatelami
Europy, obywatelami świata….
To może teraz „mądre głowy” powiecie mi, co zrobili, aby „zasłużyć sobie”
na śmierć. Nie wiecie? To ja Wam powiem.
Skakali w rytm muzyki na koncercie rokowym, rozlewając piwo trzymane w
dłoni. Śpiewali piosenki, używając niecenzuralnych słów. Jedli romantyczną kolację
i pili szampana w restauracji, w towarzystwie swojej drugiej połówki. Głośno
krzyczeli i wiwatowali na cześć urodzin swoich przyjaciół, doprowadzając do
szału sąsiadów mieszkających tuż nad barem. Dyskutowali o tym, jak okropnych
mają polityków, o zbyt wysokich podatkach, i o finale The Voice. Kłócili się,
między sobą, ponieważ mieli inne poglądy, a mimo to nadal się uśmiechali.
Robili wiele hałasu, jazgotu i zadymy, jak w każdy piątkowy wieczór. Korzystali
z życia, byli wolni…..
Bo terroryzm nie lubi wolności! Terroryzm nienawidzi wszystkiego, co sobą
reprezentujemy, naszej niezależności, równości, indywidualizmu. Terroryzm nie
akceptuje naszych liberalnych poglądów, naszych niewyparzonych języków, i prawa
do dyskusji. Terroryzm nie może patrzeć, jak żyjemy w zgodzie, między sobą, bez
względu na naszą rasę, religię czy preferencje seksualne. Terroryzm pragnie nam
zabrać to, co jest dla nas najważniejsze, naszą wolność.
Dziś, tydzień po tych okropnych wydarzeniach, Paryż, nie jest już taki sam.
Stolica cierpi, a wraz z nią, my, jej mieszkańcy. Nie mamy bomb, wyrzutni
rakietowych, ani nawet pistoletów, i wcale tego nie potrzebujemy do walki z
terroryzmem. Potrzebujemy jedności, wytrwałości i wiary w nas samych, bo czym
jest grupa 10000 szaleńców, w porównaniu do 720 milionów mieszkańców Europy!
Tak więc jeśli odpowiedzią na zabójcze ataki, ma być nasza postawa, to
zacznę już od jutra. W sobotę, wraz z przyjaciółmi wybieramy się do
restauracji, a następnie zrobimy rundkę po tutejszych barach i knajpkach, nie
dajmy się zastraszyć!
Jutro wieczorem zrobię wszystko, co lubię, a czego nienawidzi terroryzm. W
imię mojej wolności, mimo strachu, w jakim żyję od tygodnia, ubiorę obcisłe
spodnie, założę wysokie szpilki, rozpuszczę blond włosy, i z dumą i uśmiechem
na twarzy usiądę w kawiarnianym ogródku. Będę dyskutować o polityce i skesie,
pijąc czerwone, wytrawne wino, i paląc papierosa. Bo nie będzie mi dyktował
szaleniec, co mam prawo robić, a czego nie!
Dziś od godziny 21h20 , nawiązując
do ubiegłotygodniowych ataków, w Paryżu odbędzie się „tarasowa akcja” która
będzie trwała przez cały weekend, mająca pokazać, że mimo bólu i strachu,
jesteśmy tutaj, i że nadal żyjemy według naszych upodobań.
Moje poprzednie posty, dla tych, którzy nie czytali:
http://mamawparyzu.blogspot.fr/2015/01/charlie-hebdo.html
http://mamawparyzu.blogspot.fr/2015/01/dlaczego-wszyscy-francuzi-sa-charlie.html
Moje poprzednie posty, dla tych, którzy nie czytali:
http://mamawparyzu.blogspot.fr/2015/01/charlie-hebdo.html
http://mamawparyzu.blogspot.fr/2015/01/dlaczego-wszyscy-francuzi-sa-charlie.html