Powiem Wam tak,
mieszkam tu już od piętnastu lat, i wydawałoby się, że o Francji, Francuzach, a
już na pewno mieszkańcach Paryża wiem wszystko, a przynajmniej wiele. A tu
jednak okazuje się, że nadal potrafią mnie zaskoczyć.
Paryżanie, uważają
że, należą do francuskiej elity, i mimo, iż pozostali mieszkańcy kraju,
absolutnie się z tym nie zgadzają, oni i tak mają wysokie zdanie na swój temat.
Więc całkowicie normalne wydaje się, iż są prekursorami w każdej dziedzinie
życia, narzucając trendy reszcie państwa.
To, że Francja
słynie z wspaniałej gastronomii, przepysznych serów, wyjątkowego wina i
szampana wie już każdy. To, że sami Francuzi, uważają się za mistrzów
kulinarnych, również jest oczywiste. Potrafili nawet zdominować rynek
amerykańskich fast foodów, przerabiając mdłe kanapki typu McDonalds, w
gastronomiczne cudeńka. Paryskie hamburgery, to prawdziwa przygoda kulinarna,
doceniona na skalę światową, gdyż według dziennika The Telegraph, w pierwszej
dziesiątce najlepszych burgerów na świecie, znajduje się właśnie ten paryski
(więcej o tym napiszę już wkrótce)
Mieszkańcy
stolicy, jak i większość Francuzów, kochają jedzenie, delektują się nim, a
każde wyjście do restauracji, uważane jest za prawdziwe przeżycie i ekspedycję
kulinarna. Tutaj się nie je obiadu, tu się rozkoszuje posiłkiem! I mimo, że
kuchnia francuska do lekkich nie należy, to na ulicach nie widać tłumów ludzi
otyłych.
Edukacja
żywieniowa we Francji, zaczyna się już w najmłodszym wieku, i jest ona
prowadzona i stosowana zarówno w domach rodzinnych jak i wszelkich placówkach
pedagogicznych. Już, na kursach
rodzenia, położne, tłumaczą młodym mamom, jak powinny wprowadzać dzieciakom
pokarm, aby zachęcić je do jedzenia. I podczas gdy w Polsce, rodzice bez oporu
podają dzieciakom różnego rodzaju kaszki i kleiki owocowe, tutaj należy to do
rzadkości. Podczas gdy w Polsce
przygotowuje się zupki jarzynowe dla najmłodszych, tutaj, wprowadza się każde
warzywo z osobna, aby dziecko mogło poznać i nauczyć się rozróżniać smaki.
Najmłodsi,
uczeni są, że posiłki spożywa się o stałych porach dnia, a słodycze podawane są
na podwieczorek, i oczywiście nie ma podjadania! Cukier, jest wykluczony z
jadłospisu, lub serwowany w postaci ciast i ciasteczek. Maluszki zarówno w
domach, jak i żłobkach, uczone są picia wody mineralnej, podczas posiłków, ale
również dla zaspokojenia pragnienia. Uważa się, że napoje słodkie typu sok, nie
pozwalają na odkrycie prawdziwego smaku potrawy, po za tym dostarczają
całkowicie zbędny cukier. Preferowane są jogurty naturalne od owocowych, a
różnego rodzaju deserki smakowe, serwowane są na wyjątkowe okazje. Tutejsze
dzieci, od małego uczone są spożywania dorosłych posiłków, nie ma specjalnej
kuchni dla maluchów, restauracje nie kwapią się do serwowania menu dziecięcych,
a i rodzice nie robią tego w domu. Najmłodsi, jedzą obiady i kolacje jak
dorośli Francuzi, którzy spożywają przystawkę, główne danie, ser lub deser. Ta
sztywna zasada obowiązuje cały kraj, i uwierzcie mi, że tak też się da. Francuzi
konsumują bardzo duże ilości warzyw i owoców, ale to jednak spożycie produktów mlecznych
jest u nich rekordowo wysokie. Tutejsi obywatele, traktują jogurty, jako…. Desery!
Moją mamę, już przestał dziwić fakt, że po skończonym, polskim, dwudaniowym
obiedzie, mój mąż pałaszował jogurt owocowy. A już całkowicie przestała zwracać
na to uwagę, odkąd na świecie pojawiły się jej polsko-francuskie wnuczki!
Francuzi w
przeciwieństwie do Polaków, nie jedzą lepiej czy gorzej, jedzą po prostu
inaczej. Śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja, to stały harmonogram
posiłków tutejszych obywateli. Porcje serwowane, są jednak mniejsze niż te w Polsce,
a „dużo” nie jest dla francuzów synonimem „smacznie”. Podczas gdy w Polsce po
skończonym obiedzie i cieście, na stół wykładane są całe patery wędlin, śledzi,
kiełbasek i nie wiadomo, czego jeszcze, to Francuzi, po prostu sprzątają ze
stołu. Jeśli zjadłeś cały obiad lub kolacje, nie jesteś głodny, więc jaki jest
sens podawania i serwowania kolejnych potraw? To całkowicie zbędne podjadanie,
które może i zaspokoi twoje łakomstwo, ale doprowadzi również do nadmiernej
konsumpcji i nadwagi. Bo kto nie będzie jadł, jak mu się „postawi przed nosem”?
Jestem tego ewidentnym przykładem! We Francji, odpowiadają mi bardzo francuskie
normy, i bez mrugnięcia okiem się do nich stosuje. Jednak będąc w Polsce,
znajomi nie mogą się nadziwić, że kategorycznie odmawiam serwowania dodatkowego
jedzenia, po skończonym posiłku, a później z chęcią pałaszuje wszystkie
smakołyki postawione na stole. Cóż, my Słowianie, biesiadowanie mamy chyba we
krwi! Wydaje mi się, że Francuzi mają też więcej umiaru jeśli chodzi o jedzenie
(i picie!!!) niż Polacy, potrafią sobie odmówić, wytłumaczyć, lub
najzwyczajniej na świecie, zaprzestać na jednej porcji bez dokładki.
Ostatnim
trendem, który staje się niezwykle popularny wśród tutejszych mieszkańców, jest
tendencja ekologicznej żywności. Jestem ogromną zwolenniczką jedzenia bio, i
jeśli tylko mogę, i mam wybór, to takie produkty kupuję. Bez antybiotyków, beż
hormonów, niemodyfikowane genetycznie itp., itd. Każdy dba o siebie i swoje
dzieci jak tylko może i potrafi… Mam dwie koleżanki, które mają całkowitego
hopla na punkcie zdrowego odżywiania. Obie kupują w ekologicznych sklepach,
organiczną żywność, środki czystości, czy kosmetyki. Jedna poszła o krok dalej,
i nie spożywa mięsa, w imię zdrowego odżywiania się i ekologii. Obie są
matkami, i obie są w kolejnej ciąży…. I obie palą papierosy! I jak, też Was
zaskoczyłam? Nie zjedzą kurczaka czy łososia, bez certyfikatu, ale uważają, że
kilka papierosów dziennie nie zaszkodzi ich dziecku….. Ręce opadają….
O paryskim
wychowaniu, życiu w stolicy, tutejszej gastronomii i wielu innych ciekawych
sprawach przeczytacie w mojej książce „Mój Paryż, moja miłość” Zachęcam!
